Jeszcze w zimie znajomy student, Pokoriew, wyjeżdżając do Charkowa podał mu w rozmowie adres starej Alony Iwanowny – na wypadek, jeżeli Raskolnikow będzie chciał co zastawić. Długo się do niej nie wybierał, gdyż miał jeszcze lekcje i jakoś wiązał koniec z końcem. Półtora miesiąca temu przypomniał sobie ów adres […]. Postanowił zanieść pierścionek. Odszukawszy staruchę, od pierwszego wejrzenia, właściwie nic jeszcze o niej nie wiedząc, powziął do niej nieprzepartą odrazę. Wziął od niej dwa „papierki”, a w drodze powrotnej wstąpił do marniutkiej traktierni, kazał sobie podać herbaty, usiadł i głęboko się zamyślił. Dziwna myśl, niby pisklę z jajka, wykluwała mu się w głowie i wielce, wielce go pochłaniała.
– Zacna niewiasta – prawił – za wsze można u niej do stać pieniędzy. Bogata jak Żyd, potrafi od razu dać na rękę pięć tysięcy, ale nie wzgardzi też rublowym zastawem. Dużo naszych kolegów tam bywa. Tylko że to okropne ścierwo…
I jął opowiadać, że jest zła, ma muchy w nosie: że wystarczy prześlepić termin o jeden bodaj dzień, a zastaw przepada. Daje czterokrotnie mniej, niż rzecz jest warta, a zdziera siódmą skórę, żąda po pięć, ba, po siedem procent miesięcznie itd. Student się rozgadał i opowiedział ponadto, że stara ma siostrę, Lizawietę, którą ona, taka drobna i niewydarzona – bije co chwila i trzyma w całkowitej niewoli, niby małe dziecko […]. Raskolnikow nie przegapił ani słówka i wszystkiego naraz się dowiedział: Lizawieta jest młodszą, przyrodnią (z innej matki) siostrą starej, ma już trzydzieści pięć lat. Haruje dla siostry od świtu do nocy, zastępuje jej kucharkę i praczkę, a ponadto szyje na sprzedaż, ba, wynajmuje się do mycia podłóg, a wszystkie zarobki oddaje siostrze. Nie wolno jej przyjąć żadnego zamówienia ani żadnej pracy bez pozwolenia starej. A stara już zrobiła testament, o czym wie Lizawieta, która na mocy tegoż testamentu nie ma dostać ani złamanego szeląga […].
– […] Słuchaj, wiesz, co ci po wiem? Ja bym tę przeklętą starą babę za bił i obrabował, i bądź pewien, że zrobiłbym to bez najmniejszych wyrzutów sumienia – dodał student z zapałem.
Oficer parsknął śmiechem, a Raskolnikow drgnął. Jakie to dziwne!
– Pozwól, chcę ci zadać jedno pytanie na serio – gorączkował się student. – Przed chwilą zażartowałem, naturalnie, lecz po myśl: z jednej strony – głupia, bezmyślna, nic niewarta, zła, chora baba, nikomu niepotrzebna, owszem, szkodliwa […]. Rozumiesz? Rozumiesz?
– No tak, rozumiem – odparł oficer […]
– Słuchaj dalej. Z drugiej strony – młode, świeże siły, ginące, bez wsparcia, i to tysiącami, i to na każdym kroku! […] Setki, może tysiące ludzkich istnień dałoby się skierować na właściwą drogę; dziesiątki rodzin ocalić od nędzy, rozkładu, zguby, od rozpusty, od wenerycznych szpitali – i to wszystko za jej pieniądze. Zabij ją i weź jej pieniądze, z tym że następnie z ich pomocą poświęcisz się służbie dla całej ludzkości, dla dobra powszechnego i jak sądzisz, czy tysiące dobrych czynów nie zmażą jednej drobniutkiej zbrodni? […] Jedna śmierć w zamian za sto żywotów – przecież to prosty rachunek! Zresztą, co waży na ogólnej szali życie tego suchotniczego, głupiego i złego babsztyla? Nie więcej niźli życie wszy, karalucha, a nawet mniej, bo to sekutnica szkodliwa. […]
– Przemawiasz teraz jak orator, lecz po wiedz mi po prostu, czy ty byś sam zabił tę starą, czy nie?
– Ma się rozumieć, że nie! Ja obstaję za słusznością… Nie o mnie tu idzie…
– A ja tak uważam: skoro sam się nie decydujesz, to tu nie ma żadnej słuszności! Jeszcze partyjkę!
Raskolnikow był niezmiernie przejęty. Niewątpliwie, wszystko to były najzwyklejsze, najczęstsze młodzieńcze rozmowy i myśli, które słyszał już nieraz, może tylko w innym ujęciu i na inne tematy. Lecz czemu akurat teraz musiał wysłuchać takiej rozmowy i takich myśli, teraz, gdy we własnej jego głowie zalęgły się… d o k ł a d n i e t e s a m e m y ś l i ? Dlaczego akurat te raz, gdy wrócił od starej z zalążkiem owej myśli, musiał trafić akurat na rozmowę o tejże starej?... Nader zastanawiającym wydawał mu się zawsze ten zbieg okoliczności. Owa błaha rozmowa w traktierni wywarła na niego przemożny wpływ w dalszym rozwoju wydarzeń […].
Dwa ujęcia motywu pracy - ”Nad Niemnem” i ”Ludzie bezdomni”
Obraz Justyny i jej związku z Zenonem
Jak czytać lektury?| korepetycje-ogloszenia.pl | kontakt |